Wyjście na plażę

 :: Rezydencja :: Zewnatrz :: Plaża

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Wyjście na plażę

Pisanie by Mistrz Gry on Sob Lip 16, 2011 10:45 am


Ścieżka prowadzi z Rezydencji na jedyny, około stumetrowy, niekamienisty fragment plaży.

Mistrz Gry
~ * ~


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Jackie on Pią Paź 14, 2011 9:27 pm

Znów nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Ostatnimi czasy zdarzało mi się to dość często. Zbyt często, zdecydowanie. Co się ze mną działo? Kiedyś nie potrafiłam usiedzieć w miejscu dłużej niż przez chwilę, a teraz miałam ochotę walnąć się plackiem na łóżko i nie ruszać się z niego przez kilka dni. Odechciewało mi się żyć, a do tego wszystkiego dochodził jeszcze ten głupi pseudo-talent, który nic mi nie dawał, poza tym, że koszmarnie mnie irytował. Kazali mi nad nim pracować. Cały czas. Starałam się, ale za cholerę nic mi nie wychodziło. Albo gasło światło w połowie budynku, w którym się znajdowałam, albo moje palce znów zaczynały świecić, a ja wyglądałam jak jakieś widmo. Ej, nie chciałam wyglądać jak widmo.
Myślałam, że rano nie wstanę z łóżka. Męczył mnie potworny kac po wczorajszym spotkaniu z Lie, a do tego moje plecy nie dawały mi zapomnieć o tym, że zasnęłam na podłodze. Czułam się jak osiemdziesięciolatka, która nie może się ruszyć, bo gdy tylko delikatnie się schyli, strzelając jej wszystkie kości i nie może się z powrotem wyprostować. Nie mogłam jednak siedzieć cały dzień w pokoju. Ale pooza tym, natchnął mnie jakiś ambitny nastrój i miałam ochotę w końcu odegrać się na wszystkich i na wszystkim i opanować to, co mi do tej pory nie wychodziło. Potrzebowałam miejsca, gdzie będę mogła w spokoju usiąść z pewnością, że nikt się w pobliżu nie pojawi i nie zostanie przypadkiem potraktowany prądem.
Musiałam jednak na czymś ćwiczyć. Przemknęłam się do miejsca z rzeczami znalezionymi i zgarnęłam stamtąd kilka odtwarzaczy, które bogate dzieciaki pogubiły i o których zapomniały. Nie, nie ukradłam ich. Miałam zamiar je oddać. Chociaż właściwie to i po co? Nikomu i tak nie zrobi to różnicy.
Kilkanaście minut później, rzuciłam urządzenia na trawę, a potem sama na niej usiadłam, krzyżując nogi. Spojrzałam na nie nieco nieufnie, ale włączyłam pierwsze z nich, sama nie wiedząc, co mam robić. Przysunęłam do wyświetlacza nieco przestarzałego ipoda dłoń i przymknęłam powieki, starając się znaleźć sposób, aby coś się stało. Nic, zupełnie. Nawet nie nie poczułam. Zaklęłam pod nosem i odrzuciłam odtwarzacz gdzieś za siebie, biorąc się za kolejny. Zacisnęłam mocno oczy, a przez moje palce przeszedł dreszcz. Nie był to jednak taki zwykły dreszcz, a raczej jakaś dziwna elektryczna wiązka, która przeniosła się na nie z wyświetlacza, gasząc go. Ja pierdolę, co teraz? - pomyślałam. Byłam bardziej przestraszona niż podekscytowana tym, że coś mi się udało. Wywołałam to sama, a nie stało się to przypadkowo.
Nie wiem jak to się stało, ale przez to wszystko zapomniałam o utrzymywaniu równowagi i chociaż siedziałam, zachwiałam się i automatycznie oparłam dłonią o trawę. Efektem tego było to, że przypadkowo przesłałam wiązkę właśnie na nią, i czując, że coś jest nie tak, pospiesznie się obróciłam. Okazało się, że tylko kilka źdźbeł trawy złożyło się w pół i zaczerniło, ale to wystarczyło, abym zniechęciła się do dalszego próbowania. Poza tym, przeceniłam słońce, które ujrzałam wyglądając przez okno. Było zimno, a ja siedziałam przy brzegu w samych szortach i przydużej koszulce bez rękawów. Zatrzęsłam się, gdy chłodny podmuch wiatru musnął skórę na moich ramionach. Poobmacywałam się chwilę po kieszeniach, aż w końcu wyjęłam z nich paczuszkę wiśniowych djarumów i zapalniczkę. Wsunęłam jednego z papierosów między wargi i odpaliłam go, zaciągając się mocno i czując jak dym wypełnił moje płuca. Wiedziałam, że palenie było bez sensu. Wiedziałam, że było to trucie się dla samego trucia się. Ale trudno. Przynajmniej szybko umrę i nie będę musiała martwić się o to z kim spędzę starość. Błagam, kto by ze mną wytrzymał?

Jackie
team justin


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Justin on Pią Paź 14, 2011 11:08 pm

Jak może pamiętacie, a może i nie, bo jednak kupę czasu temu to było i kto by miał ochotę i chęci by jednak to wszystko zapamiętywać, bo bądź co bądź takie informacje nie są nikomu do życia, bądźmy szczerzy. Komu by się przydała w jego życiu, w jego karierze, informacja o tym, że gdzieś na początku lipca 2011, niejaki Justin Jeremy Reid, odrobinę zaszalał i pozwolił jednej ze swoich najbliższych ukochanych przyjaciółek, zrobić sobie zajebiście cudne szaleństwo na głowie, w postaci blond pasemek? No raczej nikomu by się to nie przydało, chyba że chciałby wziąć sobie ze mnie przykład, bo jednak jestem idealnym autorytetem dla masy ludzi (nie mówię, wcale, że normalnych ludzi, po prostu ludzi), chciałby się na mnie wzorować i samemu sobie pasemka zrobić. Dla takich ludzi mam małą radę: jeżeli już tak postąpicie to nie dawajcie się namówić, na żadne ostre chlanie, bo których twoje pasemka wcale nie będą jasne, a całe w kolorach tęczy. Ja tam do tęczy nic nie miałem, ale w pewnym momencie zaczęło mnie męczyć, że wszyscy mnie biorą za geja. Znaczy wcześniej już i tak tak było, ale wraz z pojawieniem się tęczowych pasemek to wszystko urosło na sile. Opinia ludzi jakoś nie miała nigdy, i nigdy nie będzie mięć dla mnie wielkiego znaczenia, ale jednak było to odrobinę męczące. Bo zamiast skupiać się na poważnych rzeczach (typu słuchanie sekretnych myśli ludzi) skupiałem się na tym co ich myśli mówią o mojej fryzurze. No i w końcu poprosiłem jakąś tam znajomą od kolorów by mi zmieniła na naturalny. A ile było przy tym płaczu i lamentu, oczywiście mojego. Bo Charlie momentalnie zrozumiała, że to wcale nie chodzi o to, że nie podobała mi się jej praca, a o to o czym mówiłem wcześniej. Dobra dziewczyna.
A co takiego ciekawego porabiałem dzisiaj? Hm, za długo by opowiadać. Zresztą nie wiem jak byście na mnie patrzyli, gdybym opowiedział wam historię, która miała miejsce z rana. Mógłbym się wam wydawać całkiem innym człowiekiem niż jestem, nie będę ryzykował. Że niby nie ma takiej okropnej historia które pogorszyłaby wasze zdanie o mnie, bo już nie może być gorszego? Och, jacyś cie niewinni. Normalnie, słodziaki. Jedyne co wam mogę powiedzieć to to, że nieoczekiwanie lepiej dla mnie było dzisiaj nie pokazywać się ludziom na oczy, ani przebywać we wnętrzu rezydencji. Czekał mnie dzień poza murami. Na przykład na plaży. Wiem, wiem, ta plaża wcale nie jest podobna do plaży tej u mnie, w Australii, bo nie można surfować. Przecież wiem i płaczę nad tym co dzień, własnie, płaczę przychodząc na plażę i przypominając sobie te piękne chwile na fali. Ale dziś o dziwo ktoś stanął mi na drodze. I to nie byle ktoś!
- Oooooo, kogo me oczy tu widzą! Jackie! - zawołałem uszczęśliwiony pojawiając się obok niej z zadowoloną jak nigdy miną, choć przecież miałem płakać. Plany przełożone na później. - Czy ty przypadkiem nie zajmujesz się w tej chwili przemytem sprzętu elektrycznego do Rosji? - zapytałem używając swojej niezawodnej dedukcji, dla której widok porozrzucanych śmieci na trawie w oddalonym miejscy znaczył jedno. - Wiesz, że to może byś karalne?

___________________________


Justin Jeremy Reid

oh, you touch my tralala, mmm... my ding ding dong.
fon-pb-look-relacje-the oc

Justin
mistrzu


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Jackie on Pią Paź 14, 2011 11:36 pm

Przymknęłam powieki po raz kolejny zaciągając się swoim papierosem, aby potem wypuścić przez wargi chmurkę dymu. Swoją drogą, zawsze chciałam nauczyć się robić takie kółeczka dymu, jak robią Indianie w bajkach, ale nigdy mi to nie wychodziło. Prawda jest taka, że jestem sierotą, jednym wielkim nieszczęściem i nie potrafię zrobić nic. Postanowiłam w ciszy poużalać się nad byciem beztalenciem. Nie dziwię się dlaczego matka mnie oddała, jak tylko się urodziłam. Pewnie jakoś zorientowała się, że nic mi nie wychodziło i nic by ze mnie nie wyrosło To znaczy nic normalnego, na pewno.
Chwilę później rozkoszowałam się spokojem, opierając się na łokciach, wsłuchując się w szum fal i dokańczając papierosa. Czułam jak otoczyła mnie chmurka o intensywnie wiśniowym zapachu. Było wilgotno, więc przez chwilę się utrzymała, a potem usłyszałam czyjś głos. O nie, wiedziałam co to za głos. Poznawałam ten głos wszędzie.
- Co tu robisz, prześladujesz mnie? - burknęłam pod nosem. Tak byłam skupiona na sobie i swoim nieszczęściu, że nawet nie usłyszałam jego kroków. Obróciłam się w jego stronę, aby zlustrować spojrzeniem jego sylwetkę, a potem powróciłam do poprzedniej pozycji, siadając ze skrzyżowanymi nogami na ziemi. Całe szczęście, że zmył z siebie te tęczowe pasemka, o których mówiło pół Rezydencji. Swoją drogą, skąd on się tu wziął? Przecież ja potrzebowałam spokoju i dlatego wybrałam miejsce, w którym nikogo nigdy nie widziałam, a tu się pojawia ktoś. Nie taki zwykły ktoś, tylko właśnie Justin.
- Żebyś wiedział. Ale teraz skoro wiesz nie możesz nikomu powiedzieć, bo będziesz zamieszany w zbrodnię - opowiedziałam wzruszając ramionami, co sprawiło, że z jednego z nich zsunęło się ramiączko mojej bluzki. Od razu je poprawiłam, bo nie chciałam, żeby Reid zobaczył za dużo mnie. Zwłaszcza, że ostatnio miał jakiś dziwny okres w życiu, w którym bardzo mnie lubił. Na pewno miał jakieś problemy, to oznaczałoby dlaczego jest taki zdesperowany i bardzo potrzebuje kogoś, żeby go pokochał. Wystarczyłoby kilka jointów i od razu poczułby się lepiej!
Ale czekajcie! Przecież on umiał czytać w myślach, a ja właśnie zdałam sobie z tego sprawę, że jeśli mu się chciał to mógł dowiedzieć się, że uważam, że ma jakieś wielkie problemy ze sobą. Chociaż właściwie, pierdolić to, niech wie. Gdybym ja miała taki talent... chyba bym ze sobą skończyła. Nie wiem czy przeżyłabym słysząc myśli innych ludzi. Nie miałam w zwyczaju przejmować się tym, co myśleli o mnie i o wszystkim innym, ale to byłoby zdecydowanie denerwujące.
Swoją drogą, wypaliłam swojego papierosa, rzucając peta na ziemię i przydeptując go podeszwą martensa, który był rozwiązany i którego sznurówka ciągnęła się za nim przez całą drogę, ale ja jestem zbyt leniwa, żeby się nad nią nachylić i ją zawiązać. Dlatego tylko spojrzałam na nią i za bardzo się nie przejęłam. Póki się o nią nie potknęłam jest dobrze. Bo gdybym owszem, przewróciła się z jej powodu, pewnie bym ją przezywała i przeklinała.
- Usiądziesz czy będziesz tak stał i sprawiał, że czuję się jeszcze mniejsza? - zwróciłam się do Justina wskazując trawę, gdzieś obok siebie. Może nie był to bardzo milutki i przyjazny ton, a ja wcale nie byłam taka niska, ale gdybym rzeczywiście chciała być bardzo nieprzyjemna dla chłopaka to już dawno bym go przegoniła. Albo sama wstałabym, odwróciła i poszła w stronę Rezydencji. O, a gdybym już kontrolowała talent, mogłabym kopnąć go prądem. O jak bardzo chciałabym to zrobić. Szkoda tylko, że póki co ani trochę mi to nie wychodziło. Ale to tylko kwestia wprawy, prawda?

Jackie
team justin


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Justin on Sob Paź 15, 2011 11:34 am

- Akurat dzisiaj, wyjątkowo, nie prześladuję! - zawołałem zadowolony z siebie jakbym właśnie oznajmił, że wygrałem w konkursie na najbardziej odpowiedzialnego człowieka na ziemi. Co jak wiadomo nie było możliwe, chyba, że by chodziło o zajęcie ostatniego miejsca. Wtedy też byłbym dumny, bo mi nie potrzebne było za wiele żeby się cieszyć, na serio. Wystarczyło to, że żyję, że oddycham i że mam okazję spotykać wszędzie takich wspaniałych i ciekawych ludzi jak Jackie. Nie żebym uważał, że jest wiele osób takich jak Jackie, bo bym zgrzeszył gdybym tak myślał. A od niedawna moja religia wprowadziła bardzo straszne kary za grzeszenie. Oczywiście ode mnie, jako że byłem guru tej religii, zależało co jest grzechem a co nie i jak na razie nie nic co zrobiłem nie zaliczało się do złych uczynków, więc mogłem spać spokojnie. Ale kary za grzeszenie były naprawdę straszne i dlatego starałem się być jak najprzykładniejszym latrinaninem (piękna nazwa nie? specjalnie dla niej po raz pierwszy w życiu sięgnąłem po słownik, by zobaczyć jak po łacinie jest toaleta). Ale koniec z takimi dygresjami i skupmy się na tym dlaczego dziś akurat nie śledziłem. W sumie to nie do końca było prawdą to, że kiedykolwiek kogokolwiek śledziłem, choć naprawdę chciałbym żeby tak było. Tyle że zawsze moje śledzenie kończy się bardzo źle: albo zdemaskowaniem, albo zwyczajnym odwróceniem mojej uwagi przez pierwszą lepszą rzecz lub osobę. Z przykrością muszę stwierdzić, że nie nadawałem się na śledziciela. Ale ludzie dziwnym trafem wciąż mnie za niego brali! To chyba przez tą moją, nie do końca zrozumiałą, umiejętność pojawiania się zawsze tak gdzie nie powinienem być. - Ale jeżeli ma ci to poprawić humor, to możesz tak myśleć, serio. Ja to bym chciał by ludzie od czasu do czasu mi pozwalali myśleć, że mnie śledzą. To by było zabawne. Niestety nie wszyscy potrafią tak dobrze panować nad swoimi myślami by ukrywać takie kłamstwa. W zasadzie nikt. Jeju - posmutniałem momentalnie, ale nie na długo. Nie dało się na długo. - Ty też mnie niestety nie okłamiesz, chociaż zajebiście byłoby myśleć, że jest się zaplątanym w przemyt. Czy w zbrodnię. A w zasadzie o jaką ci zbrodnię chodzi? Zabiłaś kogoś by to mieć? - wskazałem na kupkę cały czas bacznie przyglądając się Jackie uważnie. Nie spuszczając jej z oczu. Lepiej dla was żebyście w tym momencie myśleli, że to dlatego, że się jej obawiałem, a nie dlatego, że lubiłem na nią patrzeć. Nieświadomość jest czasami bardzo wygodna. Jackie też by mogła być odrobinę bardziej nieświadoma, a nie od razu wiedzieć o mnie wszystko i wszystko na temat tego, że za bardzo się nią interesuję. Dobra 'wszystko' to jednak przesada. Dodatkowo nie powinienem być o to zły patrząc na to, że ja też wiedziałem wszystko przez swój talent. Na usprawiedliwienie dodam, że to nie moja wina, choć i tak dalej będziecie mnie obwiniać. O ja nieszczęśliwy. - Nie bój się, nie puszczę pary z ust! Wbrew pozorom potrafię dochowywać masę sekretów. Jak na przykład to w czym Luke śpi... OPS - nabrałem powietrza w usta, bo to był najlepszy sposób bym się chwilowo przymknął i przestał gadać. No to co, że w takich momentach bardzo przypominałem moją szynszylę podczas gdy jadła jakieś niezdrowe żarcie. Hm, ciekawe co teraz Ponury porabia, mam nadzieję, że Yael go czymś karmi, bo ja ostatnio kompletnie nie mam do tego głowy. Dlaczego? Co za głupie pytanie. Czemu głupie? Bo nie potrafię na nie odpowiedzieć. Sam nie wiedziałem czym dokładnie się zajmuję, sorrki jeżeli liczyliście na jakąś pasjonującą retrospekcję. Może później ją nadrobię.
A teraz, zgadzając się z moją ulubiona rudą istotą w tym wszechświecie, nie licząc marsjan, przestanę sterczeć nad nią jak jakiś debil tylko ładnie usiądę na miejscu przez nią wskazanym. Nie żebym był chłopakiem, który zrobi wszystko co mu tylko ładna dziewczyna każde zrobić. Robiłem też wszystko co powie każdy człowiek na ziemi jeżeli wydawało mi się to wygodne, śmieszne bądź tak spektakularne, że na pewno przejdzie do historii. Bo lubiłem robić dziwne rzeczy, żadna nowość.
- Wiesz, że kiedyś miałem marzenie żeby zostać pomniejszony jak w "Kochanie zmniejszyłem dzieciaki"? Nawet próbowałem wynaleźć odpowiednie urządzenie zmniejszające, ale jedyne co udało mi się zrobić to zepsuć toster. Hm, myślę, że teraz to by się nawet mogło udać jeżeli wykorzystałbym jakiegoś ludzia z rezydencji, ale bym musiał znaleźć wspólnika zbrodni. Pisałabyś się?

___________________________


Justin Jeremy Reid

oh, you touch my tralala, mmm... my ding ding dong.
fon-pb-look-relacje-the oc

Justin
mistrzu


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Jackie on Sob Paź 15, 2011 3:16 pm

- Jasne - mruknęłam przewracając teatralnie oczami. Byłam zbyt przybita swoją beznadziejnością, żeby dalej kłócić się z Reidem na odnośnie tego, czy mnie rzeczywiście prześladuje, czy jednak nie. I tak swoje wiem i moje zdanie jest lepsze bardziej prawdziwe od zdania kogoś innego, nawet jeśli mowa to o Justinie.
- Nie wiem, czy świadomość tego, że ktoś się za tobą wlecze i obserwuje na każdym kroku miałaby poprawić komukolwiek humor - odpowiedziałam zgodnie z tym, co myślałam. Rzeczywiście nie chciałabym, aby ktoś przyglądał się każdej mojej czynności i bez końca za mną łaził. Robiłam mnóstwo głupich i nieodpowiedzialnych rzeczy i nie chciałabym, aby cały świat o wszystkim wiedział. Tacy celebryci na przykład to mają przesrane. Nie mogą się nigdzie ruszyć, bo od razu z krzaków wyskakuje jakiś paparazzi i strzela im fotki, żeby potem wstawić na jakąś mało ambitną stronę plotkarską. W związku z tym, nagle wszyscy przekonani byli, że zamężna aktorka ma romans z mężczyzną ze zdjęcia, nawet jeśli ten był tylko witającym się sąsiadem czy listonoszem. Dlatego ja nie chciałam być sławna. Chyba. Tak sobie mówiłam. Chociaż, przecież o tym myślałam. Ale o mnie się nie martwcie, bo gdybym rzeczywiście została super znaną gwiazdą rocka to i tak na to, co myślą o mnie ludzie, miałabym w y j e b a n e. To by mi pozostało.
Dlatego właśnie Reid utwierdził mnie w przekonaniu, że ma porytą banię i nierówno pod sufitem, bo pewnie marzył o rzeszy fanek biegającej z nim na każdym kroku i śledzącej go. Co kto lubi.
- Oczywiście. Zorganizowałam rozbój ze skrzynką środków wybuchowych, żeby to zdobyć. - powiedziałam, a potem pokręciłam rozbawiona głową, bo wyobraziłam sobie siebie z kominiarce, wybiegającą z torbą z urządzeniami z jakiegoś budynku, gdy wszędzie wkoło panuje chaos i zamęt. To byłoby całkiem dobre, ale póki co, nie nienawidziłam mojego życia aż tak, żeby dać zrobić takie coś, być ściganą przez policję, a potem zamkniętą w pace.
Już chciałam powiedzieć, że gdyby rzeczywiście coś planowała to i tak bym mu nie powiedziała, bo przypuszczałam, że rozpaplałby to na prawo i lewo. Nie chciałam jednak biednego chłopaka zasmucić, bo jeszcze z mojego powodu zrobiłby potem coś głupiego, bo zdałby sobie sprawę, że mu nie ufam.
- Po co miałbyś się pomniejszać? - zapytała zaraz po tym jak usłyszałam o jego fantazjach. Westchnęłam sobie i rzuciłam się na trawę, kładąc się na niej na plecach i przymykając powieki.
- Mogę Ci pomóc, ale musisz być świadomy tego, że jestem jedną, wielką katastrofą i pewnie nic być przeze mnie nie osiągnąć - stwierdziłam zgodnie z prawdą. Przecież on wiedział jaką jestem sierotą, to dlaczego mi to proponował?
Chociaż trzeba przyznać, że moje życie stało się tak nudne, że zrobienie czegokolwiek z tostera byłoby wielką atrakcją, bez wątpliwości. Był to głupi pomysł, a wszystkie takie były najlepszymi pomysłami. A propo głupot, przyszła mi do głowy bardzo niemądra ajdija, więc szybko podniosłam się z ziemi, wracając do siadu.
- Jak sądzisz, woda jest bardzo zimna? - spytałam zerkając w stronę morza, czy cokolwiek to było. Właściwie to było to bardziej pytanie retoryczne i nie potrzebowałam na nie odpowiedzi, bo wszystko tutaj było lodowate. Poza tym, i tak moje ciało było już nieco wychłodzone, więc zimna woda nie zrobiłaby wielkiej różnicy. Wstałam więc z ziemi i nachyliłam się, aby rozwiązać martensy i zsunąć je ze stóp, a zaraz potem również śliczne, różowe skarpetki. Justin już na pewno wiedział o co jej chodziło, chciała pójść popływać!

Jackie
team justin


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Justin on Sob Paź 15, 2011 5:56 pm

Jak można takiej rzeczy nie rozumieć? Znaczy można, ale wiecie, ja byłem taki że rozumiałem każde stanowisko różnych osób, bez względu na to czy jest zupełnie przeciwne do mojego czy nie, po prostu rozumiałem. Dziwne by było jakbym nie rozumiał skoro znam cudze myśli i sam nie muszę wymyślać dlaczego tak jest a nie inaczej tylko mam podane jak na tacy. Ale nie o moje wspaniałe umiejętności chodzi, lecz o jakże wspaniałe pojęcie jakim jest sława. Znaczy rozumiem jeżeli ktoś nie chce być sławny, ale ja chciałem. Mniejsza z tym, że jeszcze nie ma takiego sławnego psychiatry jaki ja bym chciał być sławny. Będę pierwszy. Moje zdjęcia będą wisieć wszędzie, artykuły o mnie będą się pojawiać w każdej gazecie, jeszcze zobaczycie. Po prostu muszę jedynie do końca okiełznać swój talent, przenieść się do jakiegoś wielkiego miasta typu NY i tam otworzyć swój gabinet. Mówię wam, ludzie z całego świata będą do mnie przyjeżdżać, nie tylko na wizyty, ale po sam autograf! Ale to dopiero za jakiś rok.
- Skąd wzięłaś ładunki wybuchowe? - zainteresowałem się natychmiast jak tylko usłyszałem ten zwrot, no wiecie, Justina Reida mogą obudzić tylko trzy rzeczy: jedzenie, ładne dziewczyny i obietnica, że będzie wielki bum, ewentualnie wielki plusk. - Koniecznie musisz mi powiedzieć skąd. Już wiele razy próbowałem sobie załatwić coś dobrego, ba, nawet kupić. Ale nigdy nie wyglądało to tak jak chciałem. Bleh. Ale gdybyś mi podała źródło to bym mógł to sprawdzić i miał zajęcie na następny dzień! Może nawet wziąłbym cię z sobą w tajemne miejsce wysadzek! Chciałabyś? - zapytałem z nadzieją. Bardzo chciałem by chciała. Jeżeli nie ona to bym zaprosił... Pewnie Antonka, na Dymka nawet nie liczyłem, a jak nie on to Charlie, albo Luczek, albo Rocky, albo w ostateczności moja siostra, choć to już niezbyt chętnie. To taka konieczna konieczność, pewnie jakbym pomyślał dłużej wynalazłbym kogoś przed Effy, ale nie będę myśleć.
- Żeby być mniejszym? - odpowiedziałem pytaniem na jej dziwne pytanie. Ja myślałem, że to się rozumie samo przez się. Ale tak lubiłem Jackie, że bez zbędnych ceregieli i narzekań od razu przystąpiłem do tłumaczeń na bazie przykładów. - No wiesz, jak się jest mniejszym to można na przykład zaprzyjaźnić się z mrówkami, ewentualnie Minimkami, jak Artur. Można też zachowywać się jak Genialny Żółw z Dragon Balla, jeżeli wiesz o co mi chodzi. A jak wiesz to wiedz, że ja bym się nie zachowywał jak ten stary zbok. Będąc małym można jeszcze iść do kuchni i wcale nie potrzebuje się wtedy dużo jedzenia, bo okruszkami można się najeść! Fajnie by było też pojeździć na grzbiecie mojej szynszyli, już go do tego nawet trenowałem! - Pewnie byłbym w stanie podać jeszcze trochę ciekawych sposobów wykorzystania bycia miniaturowych rozmiarów, ale chyba tyle było w sam raz, nie chciałem w końcu przynudzać. - To co? Pomożesz mi? Tylko wiesz, bez gadania o tym jaka jesteś beznadziejna, bo to nie tylko kłamstwo, ale nawet grzech! Bo każdy kto jest gotów mi pomóc jest święty i powinien o tym wiedzieć, seryjnie. - Dla potwierdzenia pokiwałem energicznie głową.
Niestety kolejne wydarzenia były ponad moje wszelkie oczekiwania i siły. Zastanawiacie się dlaczego? No dobra, pewnie nie zastanawiacie, bo po co. Macie milion innych rzeczy do roboty w ten wasz sobotni wieczór, ale u mnie aktualnie było środowe popołudnie i kobieta ideał własnie przede mną oznajmiła, że chce się iść do wody choć temperatura jest daleka tej odpowiedniej do kąpieli. To pooooonad to co jestem w stanie znieść. Przecież ja taki delikatny, taki wrażliwy, dla mnie trzeba pół godziny między oznajmieniem chęci wykąpania, a przystąpieniem do działania. Oczywiście w takim przypadku. Bo zazwyczaj nigdy nie zastanawiałem się nad tym czy warto robić to co mi wpadnie do głowy, czy nie, tylko robiłem. No dobra. Teraz też tak zrobię. Nieważne jakie będą konsekwencje. O CHOLERA. Właśnie uświadomiłem sobie okropnie okropną rzeczy. O SEDESIE.
- Erm, pewnie woda jest do wytrzymania, ale ten, Jackie... Ten, możesz mi coś obiecać? Hm? - zapytałem dosyć tajemniczo wstając z miejsca i spuszczając wzrok na ziemię jakbym miał do przekazania jakąś okropną rzecz. I MIAŁEM. - Bo wiesz, ja bym chciał żebyś się nie śmiała. Bo ja wiesz... Nie wiedziałem, że będę robił takie rzeczy i założyłem... W sumie nie do końca byłem świadomy gdy to nakładałem, ale ten. Bo ja mam dzisiaj pinokia na gaciach...

___________________________


Justin Jeremy Reid

oh, you touch my tralala, mmm... my ding ding dong.
fon-pb-look-relacje-the oc

Justin
mistrzu


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Jackie on Sob Paź 15, 2011 9:53 pm

Spojrzałam na Justina z miną, która miała wyrażać coś na podobieństwo żartujesz sobie?, gdy ten zapytał o to, gdzie zdobyła ładunki. Przecież, gdyby rzeczywiście tak było, raczej by mu nie powiedziała. No chyba, że miałabym być potem świadkiem jakiegoś spektakularnego wybuchu.
- Gdyby rzeczywiście udało Ci się wysadzić coś dużego, w przyjemnością! - odparłam i zaświeciły mi się oczy. Wyglądałam pewnie jak piromanka, która dla podsadzenia ładunku pod jakiś budynek zrobiłaby wszystko. Ale ja wcale taka nie jestem, nie ma się co bać. To bardziej kwestia tego, że to był oryginalny głupi pomysł, a jak już wspominałam, oryginalne głupie pomysły są najlepsze! Nawet jeśli wywoływały potem bardzo nieprzyjemne konsekwencje. Przysłuchiwałam się uważnie Justinowi, gdy opowiadał to powodach, dla których warto się zmniejszyć.
- Rodzice nie pozwalali mi oglądać Dragon Balla - skomentowałam jedynie, odbiegając nieco od tematu, ale przypominając sobie smutne dzieciństwo, kiedy przez jakiś czas znajdowałam się u jednej z rodzin, wszyscy wkoło rozmawiali o tej bajce, a oni uważali, że to jest nieodpowiednie rzecz dla dziewczynki w moim wieku. Głupi byli. I tak mnie potem oddali. Ale koniec. Po raz kolejny zepchnęłam na dalszy plan wspomnienia z przeszłości, powracając do tego o czy mówił brunet, dopiero zdając sobie sprawę z treści, która wypłynęła z jego ust.
- Dla przejażdżki na szynszyli, wchodzę to - wykrzyknęłam entuzjastycznie, wyobrażając sobie takie coś. - I dobrze, postaram się nie marudzić - dodałam jeszcze z mniejszym podnieceniem w głosie, spuszczając na chwilę głowę. Przynajmniej dobrze, bo nie będę mogła się nad sobą użalać, to może powrócę znów JA, która kiedyś nawet nie zastanawiała się nad swoją beznadziejnością i bezużytecznością. A przecież on czytał myśli to i nawet myśleć bym o tym nie mogła.
Rzuciłam swoje brudne buciory gdzieś na bok i przeczesałam palcami włosy, zgarniając je z twarzy. W tym samym momencie zauważyłam tę minę Dżastina, która dawała mi do zrozumienia, że zaraz usłyszę coś poważnego i okropnego.
- Och, Reid, nie przesadzaj! Nie może być tak źle! - zaśmiałam się głośno i usłyszałam jak mój śmiech rozniósł się echem. Nie cierpię swojego śmiechu. Jest okropny, ale najgorsze jest to, że ja się bardzo często śmieję. Dlatego bardzo często muszę go słuchać. A co dopiero mają powiedzieć moi znajomi? Z tego powodu zorientowałam się, że zrobiłam to za głośno i zamknęłam buzię, nie chcąc, aby znów wydobył się z niej ten straszliwy i niekontrolowany dźwięk.
- Nie marudź tylko się rozbieraj! - zażądałam i pstryknęłam palcem nos chłopaka, choć pewnie zabrzmiało to dość dziwnie, ale ja przecież nie byłam jakimś pedofilem, który każe mu się przed sobą rozbierać.
Sama powróciłam do pozbywania się ubranek ze swojego chudego ciałka. Ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, że coraz rzadziej jadłam i chociaż nigdy nie pochłaniałam wielkich porcji jedzenia, teraz było go zdecydowanie za mało, a niektóre moje kości trochę za bardzo wystawały. Pomęczyłam się chwilę z guzikiem swoich szortów, bo był bezczelny i nie chciał ustąpić, aż w końcu je zsunęłam, a światu ukazały się moje białe majteczki przyozdobione czerwonymi serduszkami i czarną koronką na brzegach. Nawet o tym nie pomyślałam i już zdjęłam z siebie przed głowę bluzkę, odsłaniając kolejną część bielizny, w postaci zwyczajnego, czarnego stanika.
Odwróciłam się w stronę Justina i zobaczyłam, że nadal jest w pełni ubrany.
- Reid, mówiłam Ci już! Wyskakuj z ubrań! - ja się wcale na niego nie darłam. Ja tylko dbałam o jego ciuchy, żeby przypadkiem nie wszedł w nich do wody i ich nie zniszczył... Oho, jasne. Kogo ja oszukuję? Po prostu jestem bardzo niecierpliwa, a nie pójdę sama do wody.

Jackie
team justin


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Justin on Nie Paź 16, 2011 10:09 am

Pytanie czy udało mi się kiedyś coś wysadzić potężnego było zgoła nie na miejscu. Każde słowo w tym pytaniu było nie na miejscu. Bo po pierwsze zawsze mi się wszystko udaje, po drugie, że z wyszczególnieniem wysadzeń mi się udaje, po trzecie, że nawet jeżeli na początku nie miało to być nic wielkiego to i tak nie wychodzi i w końcu zabawa kończy się na wielkim gruzowisku. Mi to tam odpowiada, choć nie wiem jak innym. - Czyli jesteśmy umówieni i na wysadzanie i na zmniejszanie! - podsumowałem zadowolony. Może i nie byłem człowiekiem lubiącym cokolwiek planować, ale umawianie się z Jackie to coś całkiem innego. To nie była dla mnie nawet zwykła przyjemność, to była radość nie do opisania. - Jej, no to co ty miałaś za rodziców - odpowiedziałem zdruzgotany tym co usłyszałem w słowach jak i myślach Jackie. Znaczy ja to wcale nie miałem lepszy, chyba za czasów tej bajki mieszkałem jeszcze z ojcem, a nie ciotką. Śmiało mogliśmy sobie z Jackie przybić piątkę za zmarnowane dzieciństwo. Znaczy moje było tylko w połowie zmarnowane, bo nie mogłem powiedzieć, że ciotka źle mnie traktowała. Może odrobinę za bardzo wykorzystywała w charakterze niańki, ale mi to tam nie przeszkadzało. - Ale nie mówmy o tym! Co będziemy smęcić jak można się bawić!
Ops, chyba się zapędziłem. Bo nadal miałem pewne wątpliwości co do rozebrania się, oczywiście nie ze względu na moje ciało, które było bądź co nie bądź, doskonałe. Miałem wątpliwości co do tej okropnej bielizny. Ale w sumie ta akurat co ją miałem nie była taka najgorsza, miałem inne perełki w swojej szafie, które już nie raz i nie dwa narobiły mi niezłego przypału. Tyle że tym razem to była Jackie, która w swojej bieliźnie prezentowała się świetnie. Miałem ochotę, jak ten wilk z kreskówki, podskoczyć do góry ze dwa metry, wybałuszyć oczy trzy razy, a potem pozwolić serduchowi wyskoczyć z piersi tak, że będzie widać odkształcenie na koszuli. Znaczy na koszuli nie, bo jednak po chwili zastanowienia się jej pozbyłem. Bo sorry, ja Justin Reid, mam się czegoś wstydzić? Niedoczekanie. Z miną jakby nigdy nic rozebrałem się rzucając ciuchy gdzie tylko popadnie. Nie skomentowałem swojego ubioru, ale pewnie Jackie to zrobi za mnie. Zamiast tego postanowiłem zaproponować co innego.
- Ścigamy się do wody! - zakomunikowałem i wykorzystując moment zaskoczenia chciałem zdobyć prowadzenie, lecz na mojej drodze stanęła obrzydliwa, wielgaśna i wredna SZYSZKA. Na bosą stopę to jest najokropniejsza rzecz jaka tylko może być. Mówię wam. - Ałaaaa! - zawyłem wykładając się na ziemię. I tyle było z mojego wyścigu.

___________________________


Justin Jeremy Reid

oh, you touch my tralala, mmm... my ding ding dong.
fon-pb-look-relacje-the oc

Justin
mistrzu


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Jackie on Czw Paź 20, 2011 5:45 pm

Przewróciłam teatralnie oczami słysząc komentarz Reida na temat moich rodziców.
- Szkoda gadać - machnęłam tylko ręką. Przecież on nawet nie miał pojęcia jakie moje dzieciństwo było okropne. Moment, ja nie miałam żadnego dzieciństwa. Byłam przerzucana z domu do domu. Ale za każdym razem, gdy tylko o tym sobie przypomniałam, starałam się od razu odepchnąć na drugi plan rozmyślania na temat tego jak bardzo niesprawiedliwie los mnie potraktował. Może i wyglądam na twardą osobę, która ma głęboko w poważaniu wszystko i wszystkich i przejmuje się tylko sobą, robi głupie rzeczy i obraża ludzi jakby nie miała serca, ale ja naprawdę jestem bardzo wrażliwa, a kiedy ktoś zaczyna opowiadać o jakichś wspomnieniach z dzieciństwa, przed moimi oczami pojawiają się obrazy rodzin, które na początku z wielkim entuzjazmem obiecywały mi, że mnie nie zostawią, pokochają, a potem po prostu mnie wyrzucały. Może właśnie to sprawiło, że nie jestem miękka, bo potrafię nie myśleć o tym, co jest dla mnie przykre. Ale nie mogę tyle rozmyślać o samej sobie, bo stanę się jeszcze tak samo naryzowata jak Justin, który właśnie przede mną wyskakiwał ze swoich ubrań.
- Ej! - krzyknęłam za Reidem, gdy ruszył w stronę wody, chcąc powiedzieć, że to niesprawiedliwe, bo wystartował przede mną. Ale na szczęście mam długie nogi, więc nie zajęło mi dużo czasu, żeby go dogonić i wyprzedzić. Gdy byłam jakieś półtora metra przed nim, usłyszałam jego przeciągły jęk i odwróciłam się do tyłu, zatrzymując się. Jaka ja głupia, pewnie udawał, żeby zaraz się podnieść i być szybszym ode mnie, a ja dawałam się nabrać.
- Nie ma opierdalania się, do wody! - mruknęłam wysuwając dłoń i wymierzając w niego swój palec wskazujący. Jednak, gdy zobaczyłam, co sprawiło, że się zaprzestał tego, co przed chwilą zaczął, albowiem wyścigu, głośno się roześmiałam. Może i byłam niemiła, bo śmiałam się z dżastinowego nieszczęścia, ale ja się zawsze z niego śmiałam i już powinien się przyzwyczaić, bo ja się chyba ze wszystkiego śmiałam. Przepraszam, ale jednak szyszka, która sprawiła, że chłopak wydarł się jak opętany zdecydowanie była powodem do śmiechu.
- A to ja myślałam, że jestem sierotą, panie Pinokio - dodałam jeszcze, nie mogąc się powstrzymać od dalszego chichotania. O nie, lepiej, żebym nie przesadzała, bo gdy za bardzo coś mnie rozbawiło, mogłam zacząć wydawać z siebie jakieś inne dźwięki, podobne do czkania czy czegoś takiego. A jak już wcześniej wspominałam, nie cierpię swojego śmiechu, jest okropny, rety.
Jednak nie chciałam być bardzo wredna i pobiec do wody sama, bo przecież to miał być nasz wspólny głupi wybryk, prawda? Dlatego podeszłam do Justina, na szczęście tłumiąc już w sobie ten dziwny dźwięk, który miał być śmiechem i wykrzywiając usta w grymasie.
- Wstawaj, i tak idziemy się kąpać - powiedziałam wyciągając rękę w jego stronę, żeby mu pomóc wstać, chociaż to było bardzo nieprzemyślane, bo przecież on był znacznie silniejszy ode mnie i z pewnością sam wstałby z piasku.

Jackie
team justin


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Justin on Pią Paź 21, 2011 3:09 pm

Wyłączyłem się na chwilę podczas gdy Jackie rozmyślała o swojej przeszłości. Bo nie lubiłem słuchać o takich smutnych rzeczach, one sprawiały, że istniało duże prawdopodobieństwo mojego rozklejenia się i pokazania uczuć, których prawdziwy mężczyzna nie powinien ukazywać. Po za tym smutne myślenie, narzekanie na swoje życie było takie depresyjne i sprawiało, że świat nie był taki wspaniały jakby mógł być. Bo tylko spójrzcie na mnie: nigdy nie mam żadnych złych myśli, zawsze tryskam dobrym samopoczuciem i co? I no jestem piękny! Taki przykład wystarcza za wszystkie argumenty, które niby mógłbym przytoczyć, ale po co? Znaczy nie sprawiłoby to mi żadnego problemu, się wie. Tylko po co, skoro przykład jest taki zajebisty?
Dogonięcie mnie przez Jackie, było kwestą sporną. Nie zaprzeczam, że ma wspaniałe, długie, piękne nogi, które mogą zdziałać cuda. Wręcz przeciwnie. Ale z drugiej strony byłem ja. Można o mnie powiedzieć wiele nieciekawych i złych rzeczy, które w większości oczywiście nie są prawdą. Ale nikt nigdy nie może powiedzieć, że wolno biegam. Albo że wolno pływam, czy źle gram w siatkówkę. To były proste rzeczy, w których byłem mistrzem, ale tak na serio. Bez żadnych przechwałek. Jackie nie mogłaby mnie dogonić jeżeli ja sam jej na to nie pozwoliłem, chcąc by poczuła szansę wygranej. Czy coś. Oczywiście pewnie w końcu nie poczuła by jej bo bym wygrał, taki już mam styl. Niestety na drodze do zwycięstwa stanęła mi ta wredna szyszka i o. Mamy kłopot.
- Jak możesz myśleć, że ja udaję? No jak? - oburzyłem się spoglądając na nią i krzywiąc się niemiłosiernie. Niby schlebiało mi, że znała i doceniała mój talent aktorski, ale w tym akurat momencie byłem szczery. Nic nie udawałem, a ona nie widziała mojej krzywdy. Okropne. Ale może uda mi się to naprawić. - Tylko patrz jaka okropna zawiść losu mnie zaatakowała! Jeżeli bym udawał nie byłoby widać TEGO! - Uniosłem swoją stopę do góry by pokazać światu co mi się stało. Bo to nie było takie byle co. To była prawdziwa rana! Wprawdzie można było ją zauważyć jedynie po chwili przyglądania się, ale była! - To boli... Nie będę mógł biec. I pływać! O losie... - zawyłem nieszczęśliwy, ale w pewnym momencie się opanowałem, bo niebywały pomysł zaświtał w mojej główce. Taki superancki. Ucichłem momentalnie i spojrzałem uważnie na Jackie. W powietrzu było czuć, że coś knuję. Może to było to słońce widoczne z daleka i jak zwykle przygaszone. Może to był lekki wietrzyk jaki zawiał w tym momencie niosąc zapachy z nad morza. A może to był jakiś niewidoczny znak z nieba, który było czuć aż w kościach? Wszystko było możliwe, nie zaprzeczam. Teraz chyba pora na klucz programu. - Ale chyba jest sposób jak temu zaradzić... Trzeba pocałować kukę i przestanie boleć! Znaczy stopy są raczej brudne. To możesz tu! - W wskazałem na mój policzek. Ten od strony dołeczka.

___________________________


Justin Jeremy Reid

oh, you touch my tralala, mmm... my ding ding dong.
fon-pb-look-relacje-the oc

Justin
mistrzu


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Jackie on Pią Paź 21, 2011 9:16 pm

- Normalnie - odparłam wzruszając trochę obojętnie ramionami, w odpowiedzi na to, co chłopak powiedział odnośnie udawania. Przecież on często udawał i aktorzył. Niemal każdy to robił. Zazwyczaj, aby zwrócić na siebie uwagę, bo jaki był inny tego sens? Przecież nie było by nic dziwnego w tym, że Reid udawałby, że zraniła go zła szyszka, żebym do niego podeszła i jeszcze, żeby mnie wyprzedził.
- O nie! - jęknęłam, w teatralny sposób robiąc wielkie oczęta i przysuwając dłoń do ust, aby to wyrazić jak bardzo współczuję chłopakowi. Gdy ujrzałam jego stopę, skrzywiłam się, jakby zobaczyła wielką ranę z której tryskała krew. A musicie wiedzieć, że ja bardzo krwi nie lubiłam i kiedy widziałam tę czerwoną substancję to od razu mój żołądek na to reagował i robiło mi się niedobrze. Na całe szczęście szyszka nie wywierciła w ciele bruneta żadnej wielkiej dziury, a krew się nie lała, więc mogłam spojrzeć na to, co się mu przytrafiło. Musiałam zmrużyć oczka, żeby cokolwiek zobaczyć, bo tam było tylko małe zadrapanie.
- Będziesz mógł pływać, nie mów tak - odparłam całkowicie pewna tego, co mówiłam i pokręciłam głową, jak jedna z moich mam tak robiła, gdy wyrządziłam coś złego, co zawsze odkrywała nawet jeśli starałam się być milutka i wszystko ukrywać. Zrobiło mi się naprawdę przykro, bo miałam wielką ochotę popływać, a sama bardzo nie chciałam iść. A co jeśli nagle wypłynął by jakiś rekin i chciałby mnie zjeść? Kto by mnie uratował? Chociaż tu było bardzo zimno, więc raczej wątpię, że takowy mógłby się tam pojawić. A może pingwiny? Co jeśli przypłynęłyby jakieś groźne, głodne pingwiny i chciałyby mnie zeżreć żywcem? Dużym obiadem to bym nie była, bo ze mnie to prawie same kości i skóra, ale jednak, nie chciałabym tak skończyć. Poza tym, tak wcześnie?
Zauważyłam coś dziwnego, co przemknęło przez twarz Justina. Coś kombinował, bez wątpienia. Widziałam ten błysk w jego oczach i aż bałam usłyszeć to, co miał powiedzieć.
- JUSTIN! CO TY SOBIE MYŚLISZ? ŻE ZROBISZ MINĘ SZCZENIAKA, POUDAJESZ, ŻE BOLI CIĘ NOGA, ŻEBYM CIĘ POCAŁOWAŁA? NIE MA MOWY! - wykrzyknęłam oburzona. On chciał wykorzystać mnie i sytuację. Nie, nie będę go całować. Ja nie mam w zwyczaju całować pierwszych, lepszych osób, więc niech Reid sobie nie uważa, że wyżebra ode mnie buziaka. Na takowego trzeba było zasłużyć. Dlatego właśnie skrzyżowałam ramiona na piersiach i odwróciłam się do niego tyłem. Poczułam również jak chłodny podmuch od morza, sprawił, że moje ciało pokryło się gęsią skórką. Brr, zdecydowanie za zimno na paradowanie w samej bieliźnie.

Jackie
team justin


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Justin on Sob Paź 22, 2011 4:01 pm

- Jak mówię, że nie mogę pływać, to chyba mówię! - po raz kolejny wydałem się nadto oburzony niż powinienem być, ale jak raz już coś zacząłem to zawsze trudno było mi przestać. Ale się postarałem i w kolejnych słowach byłem już bardzo wyrozumiały. Bo właśnie nazbierało mi się na tłumaczenie dlaczego nie powinienem pływać w takim stanie. - No bo patrz, w tej okropnej wodzie O TAM, na pewno krąży masa obślizgłego brudu, które tylko czeka na takie niewinne rany jak moja, by wślizgnąć się do krwiobiegu i stworzyć jakie zakażenie. A wiadomo jak się zakażenia kończą - AMPUTACJĄ. Ja nie chcę skończyć z jakimś kikutem zamiast stopy, albo nawet całej nogi. Z kikutem niby można pływać, ale jak ja później stanę na desce? Moja kariera surfingowa skończy się w najgorszy ze wszystkich sposobów! I tak teraz jestem pokrzywdzony, bo w tej zimnej, okropnej wodzie nie mogę ćwiczyć i pływać. Niby powinienem teraz rwać się do pływania, ale trzeba na to trzeźwo patrzeć. Rozważyć wszystkie plusy i minusy, nie? I dobrze, że wspomniałaś o rekinach. Nie wiem jak to jest z nimi w Norwegii, ale to przecież właśnie krew je zwabia! Chyba nie chcesz bym później czuł się winny, jeżeli z mojej winy rekiny się pojawią, a ty zaśmiertniesz? To by było okropne... Nawet jak nie ma tu rekinów, czy pingwinów (jakoś nigdy tutaj nie widziałem pingwinów, choć pytałem o nie z milion osób), to na pewno są niedźwiedzie polarne! Zdziwiłabyś się jak dalekie odległości te niedźwiedzie są zdolne przepłynąć! Bo wiesz, ich lodowce się topią i szukają teraz nowych terenów do zasiedlenia. A po tak długiej podróży mogą być głodne jak cholera. PO ZA TYM, nie wiadomo jak takie zimno może działać na ranę. Gdyby tylko miał plaster, albo mi się zagoiło cudownym sposobem... - jeszcze raz z nadzieją spojrzałem na nią i odczekałem chwile z ową miną szczeniaczka, aż je serce zmięknie i ulituje się nade mną, biednym. Lecz jej serce było zimne niczym wiatr jaki teraz mogłem odczuć na swoich plecach, bo siedziałem i sie nie ruszałem, nie? Gdybym jednak sie ruszał to na pewno byłoby mi ciepło. Ale się nie ruszałem bo bolało. No i proszę, nawet na lądzie rana stwarza wiele niebezpieczeństw. I pomyśleć, że to tylko przez małą szyszkę. Małą, niewinną szyszkę, bo na pewno nie chciała uczynić mi nic złego, to ja naruszyłem jej strefę. Czyli, że jestem sam sobie winien? Ojej.
Trochę mnie przeraziła jej reakcja na moją skromną propozycję, ale nie potrafiłem tak długo. W końcu musiałem ją namówić, a nie się lenić.
- Czy całowanie mnie jest aż tak straszne? - zapytałem najsmutniej jak tylko potrafiłem. Litość była jedną z moich ulubionych szans zdobycia serca dziewczyny. Podobnie jak zakład, chyba nawet coś na wygląd zakładu było gdy zacząłem z Yvy. Zresztą to tak dawno było, że łohohoho. Nieważne, teraz liczyła się jedynie Jacki. - Nie dasz nawet takiego tycityci całuska trwającego pół sekundy, w porywach do dwóch? No pocaaaałuj, przecież ci korona z zęba nie spadnie. - No i na końcu niewinny uśmiech. Moje szanse są równe zeru, ale co tam.

___________________________


Justin Jeremy Reid

oh, you touch my tralala, mmm... my ding ding dong.
fon-pb-look-relacje-the oc

Justin
mistrzu


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Jackie on Sob Paź 22, 2011 5:07 pm

Wysłuchałam Justina, kręcąc z rozbawieniem głową. Gdy tylko wspomniał o rekinach i pingwinach, zmarszczyłam nosek. Chciałam już mu powiedzieć, żeby przestał czytać moje myśli, bo to było bardzo irytujące, ale w związku z tym właśnie, nie musiałam mówić tego na głos. Na sam koniec przewróciłam oczkami, bo nie mam mowy, i tak nie wyprosi ode mnie całusa.
Zobaczyłam ten jego smutny grymas, ale nawet to na mnie nie podziałało. Tak mi się zdawało.
- Reid, to nie o to chodzi - machnęłam dłonią, kiedy on zapytał, co takiego strasznego jest w całowaniu go. Ja po prostu chyba nie miałam na to ochoty. A wiecie dlaczego? Bo ja wiem, że on mnie bardzo lubi. Trudno byłoby tego nie zauważyć. To znaczy na początku tego nie wiedziałam, dopiero niedawno się zorientowałam. Ale wiedziałam. I bałam się, że gdybym rzeczywiście dała mu buziaka, to on by pomyślał, że ja się też w nim zabujałam, a ja nie miałam z zwyczaju się zabujiwać w chłopakach. Ja właściwie nawet nigdy nie miałam chłopaka, ale raczej tego nie potrzebuję. Nie czułam jakiejś pustki, ani potrzeby, żeby ktoś ciągle za mną chodził i mnie obmacywał. A pocałowanie Justina byłoby jednoznaczne.
- Justin, daj spokój - dodałam jeszcze i w tym samym momencie on posłał ten kolejny uśmiech. Jakby coś się przełamało w moim zimnym, kamiennym serduszku i jakby nogi troszkę mi zmiękły i zrobiłam kroczek do przodu. Przez chwilę przeszło mi przez myśl, że mogłabym rzeczywiście spełnić jego prośbę, to o co prosił przez ostatnie kilka minut, ale po kilku sekundach się ocknęłam, nie wiedząc, co się ze mną stało. Poczułam się trochę zmieszana, bo przez swój talent brunet pewnie zorientował się, co mi się stało. Ojoj. Szybko się obróciłam i szybkim krokiem ruszyłam w stronę zejścia, gdzie leżały moje rzeczy. Właściwie to prawie pobiegłam. Nasunęłam na siebie jeansowe szorty, zarzuciłam bluzkę, na lewą stronę, ale nawet tego nie zauważyłam i wsunęłam stopy w rozwiązane martensy. Złapałam w ręce wszystkie urządzenia, które ze sobą przytaszczyłam i jeszcze raz obejrzałam się za siebie widząc siedzącego na piasku Justina. Głupia ja, niepotrzebnie to zrobiłam. Ajajajajaj, zabolało mnie serduszko na taki smutny widok i moje nogi same zaczęły się poruszać i po chwili znów stanęłam przy chłopaku. Nachyliłam się nad nim, pewnie z miną pod tytułem nie chcę tego robić, ale nie mogę nic poradzić i cmoknęłam jego policzek. Potem obróciłam się na piętach i szybko poszłam przed siebie. Jednak akurat w tym samym momencie moje rozwiązane sznurowadła zdecydowały się na mnie odegrać i potknęłam się o jego z nich. Nie, nie wyłożyłam się plackiem na ziemi, ale te wszystkie odtwarzacze i telefony powypadały mi z rąk. Zerknęłam na to ze zrezygnowaniem, ale nawet się nie nachyliłam, żeby je pozbierać. Nie, nie, nie. Ja chciałam uciec, więc wszystko zostawiłam za sobą. A poza tym, to zachowałam się jak jakaś nienormalna, psychiczna małolata. Jejku, co Justin sobie o mnie pomyśli?
Prawie wpadłam na drzewo, bo właśnie zadałam sobie to pytanie. Jaka ja byłam złą na siebie. Jeszcze tylko przyspieszyłam kroku, a potem zniknęłam w lesie, wędrując do Rezydencji. Poczułam potrzebę napicia się. Chociaż to brzmi bardzo niepoprawnie, musiałam to zrobić, że zacząć trzeźwo myśleć.

/ i kończę. mam nadzieję, że nie masz mi za złe, ale to taka ładna okazja Rolling Eyes możesz jeszcze pościka napisać, chętnie przeczytam ;3

Jackie
team justin


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Justin on Sob Paź 22, 2011 5:35 pm

Może i mogła mówić sobie, że to nie o mnie chodzi. Mogła sobie nawet tak myśleć. Ale ja wiedziałem lepiej. Problem niestety tkwił we mnie. Wiecie do jakich wniosków doszedłem? Że o ile kiedyś mój charakter wydawał się zabawny dla dziewczyn w moim wieku, to im jestem starszy tym to staje się coraz większym problemem. Oczywiście nic nie zamierzałem z tym robić, bo nieważne ile tak przykrych sytuacji jak ta mnie spotka, ja i tak będę w stanie zachować dobry humor i z podniesioną głową iść na przód. Bo cały czas widziałem nadzieję, widziałem szansę na otrzymanie tego co najbardziej chcę. To co, że Jackie uważa mnie niewartego siebie, ja się tak łatwo nie poddam. Zresztą ona była już tak bliziutko spełnienia mojego marzenia, że kolejnym razem gdy ją o to poproszę może je spełnić.
- Pomogę ci! - zaoferowałem już bez zbędnych komentarzy do jej myśli, gdy upuściła wszystko na ziemie. Lecz Jackie nie chciała chyba pomocy bo bez słowa zwiała. Jejku. Jejku, jejku, jejku. To ogólnie jest mało sprawiedliwe, mimo to trzeba żyć dalej. I tak pozbierałem jej rzeczy, oczywiście najpierw się ubierając. A potem ruszyłem jej tropem w kierunku rezydencji.
Cały czas, w sumie, obwiniając się, że chyba źle to rozegrałem. Ale zaraz myślałem, ze lepiej rozegrać nie mogłem. Czyli obie myśli się uzupełniały i jak zwykle w mojej głowie panowała niezawodna harmonia. Znaczy ja to uważałem za harmonię, reszta ludzi raczej nie.

/koniec

___________________________


Justin Jeremy Reid

oh, you touch my tralala, mmm... my ding ding dong.
fon-pb-look-relacje-the oc

Justin
mistrzu


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Pinky on Pon Paź 31, 2011 7:51 pm

- Ostatnio byłam tu z Kostkiem. Wiesz który to Kostek, nie? Ten taki cichutki i milutki Rosjanin. Badzo go lubię, bo nie przeszkadza mu, że tyle paplę o bzdetach, bo innym jednak przeszkadza. - Urwałam na moment, by przeskoczyć przeszkodę. Aalilayh była fajna i dlatego szła ze mną. Po prostu, gdy wreszcie podniosłam tyłek z pomostu i udałam się pod prysznic, by ogarnąć lepiej swoją osobę i usłyszałam o czymś na plaży, to ona była pierwszą osobą na jakąś wpadłam. No to zabrałam ze sobą, bo chciała. - Ojejku! Zobacz jak oni są daleko, a tu tyle piasku! - Zawołałam, dostrzegając grupkę osób hen, hen daleko. Widocznie trzeba było pójść innym wejściem. Opadłam na jakiś kamień jako sugestywny znak: ja dalej nie idę. Ta tutaj była bardziej energiczna i nie piła rano jakieś siary razem z Benkiem.
- Zostańmy tu, fajne krzaczki i w ogóle. Wiem, że chce ci się dupczyć, a tam paru zawsze chętnych jest, ale chyba mnie tu samej nie zostawisz, co? - Spojrzałam na nią ze wzrokiem proszącego kotka. Odczekałam stosowny moment, by zmiękczyć jej serce i zajęłam się zdejmowaniem butów. Ciepło było, a jak nie to było tylu uzdrowicieli, więc czemu nie korzystać z życia? - Lubię plaże - rzuciłam ni z tego, ni z owego, wystawiając twarz do słońca, chociaż chowałam się w cieniu jakiegoś wysokiego drzewa, które pewnie gdyby nie zielni w życiu by tu nie rosło. Spod przymkniętych powiek zerknęłam na swoją towarzyszkę, czy jeszcze stoi tam gdzie stała czy już mnie opuściła na rzecz innych. Ze mną też by jej nie było źle, prawda?

___________________________

Berta
Pinky Petrolsky-Iwanow

(Amidala Scarlet Liv Rose)

fon-pb-wdzianko-relacje



Pinky
and the brain


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Go?? on Pon Paź 31, 2011 9:59 pm

Oh! Czemu musimy tu sterczeć! Ja chcę tam! Do ludzi! Do chłopców!
Kiedy usłyszałam o imprezie od Pinky niezmiernie się ucieszyłam. Potrzebowałam okazji do wyszalenia się ponieważ ostatnie dwa dni spędziłam zamknięta w moim pokoju. Wyskoczyła mi krostka na szyi, której nikt nie mógł zobaczyć na mej nieskazitelnej cerze! Tak więc całe, długie dwa dni męczyłam się z okropnym pryszczem, który na szczęście zniknął bez śladu. Nic dziwnego, że byłam teraz nieznośnie rozochocona i przychylna każdemu ładniejszemu chłopakowi. Lubiłam chodzić na imprezy, choć nie zawsze podobał mi się ich klimat. Na ogół spóźniałam się dwie lub trzy godziny tak by łatwiej było znaleźć jakiegoś podpitego pana, którego można łatwiej skusić i zaciągnąć w ustronne miejsce, tudzież takiego, który danego wieczora nie złowił jeszcze żadnej dziewuszki i wręcz paliły mu się spodnie. Każdy chętny, ładny i w miarę zadbany mógł liczyć na moją atencję. Zwykle zadowalałam się jednym i uciekałam nie mogąc znieść hałasu i tłumu spitych nastolatków lecz dziś nie dosć, że przybyłam wcześniej niż zwykle to jeszcze miałam zamiar dłużej zabawić. Po prostu energia, która mnie rozpierała będzie potrzebowała kilku panów, którzy ją rozładują, moja abstynencja trwała zbyt długo.
-Kostek? Ten słodziaczek? - Zamruczałam z zachwytem. Był taki uroczy... i dobrze zbudowany. Szkoda, że się marnuje takie ciałko. - Piasek. - Uniosłam brwi uważnie przyglądając się różowowłosej. - Przeszkadzają ci takie maleństwa gdy tak blisko w najlepsze trwa impreza? Dobrze się czujesz? Może wrócisz do pokoju zagrzebiesz się pod kołdrą i oddasz pouczającej lekturze? - Zaśmiałam się wywracając oczami. - Nie mam zamiaru długo na Ciebie czekać. Policzę do trzydziestu i mamy już być w połowie drogi... inaczej możesz liczyć na focha z mojej strony. - Zmarszczyłam brwi udając wielce obrażoną. - Lubisz plażę, ale nie pasuje ci, że tyle tu piasku? Bardzo logiczne. - Skrzyżowałam ramiona na piersiach i czekałam aż księżniczka się ogarnie.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Pinky on Wto Lis 01, 2011 1:34 pm

Wykrzywiłam usta. To nie tak, że mi piasek przeszkadzał, ale po prostu nie rozumiałam czemu musimy tu mieć akurat piaszczystą plażę, fajniejsze są te kamienne, bo można sobie wygodnie przejść. To chyba proste, nie? Idziesz i jest ci wygodnie w butach, a bez butów już mniej, ale to nic. Byłam kiedyś na takiej skałkowej plaży. Miło się tam bawiłam z jakimiś mało znanymi mi chłopcami. Najlepiej się bawiłam wtedy, gdy nie znałam towarzystwa.
- Ten, ale on jest strasznie nieśmiały. Nie próbuj, bo zwieje - doradziłam jej, jakby już wyobrażała sobie co mogłaby zrobić z moim Kostkiem. Bo on mnie lubił, a jej by nie lubił. Zazdrosna byłam, ale ja tak lubiłam Kostka i nawet jeśli dalej czasem był odrobinę zmieszany moim zachowaniem to chyba też mnie lubił. Oby. Byłoby mi smutno gdyby mnie jednak nie lubił. - A idź - mruknęłam, troszkę smutna. Bo dobił mnie fakt, że mimo wszystko Konstantin może mnie nie lubić, a po drugie ona naprawdę mogła sobie pójść. Przynajmniej na pocieszenie miałam Briana i jego jak zwykle dobrą radę. Jaka ja z siebie byłam dumna, bo mogłam mu szczerze powiedzieć, że ja wiedziałam o skalistych plażach. Przecież bywałam na takich! - Istnieją skaliste plaże - odpowiedziałam swoim MĄDRYM tonem. Bo miałam taki. Uśmiechnęłam się radośnie, zapominając o smutku. Rada Briana nie była mi potrzebna. Mogło być lepiej? Gdy on tu przyjdzie to Alka będzie sobie mogła pójść poszukać jakiegoś miłego chłopaczka, ale ja wtedy pozostanę bez takiej możliwości. Zagryzłam wargę. Zawsze się jakiś trafi. Tylko stąd jeszcze nie widziałam czy było warto iść dalej i w przeciwieństwie do Alki nie miałam takiej chcicy. Ona zawsze miała chcicę. Trochę mnie tym przerażała. - A jak się sfochasz to nie licz, że znów uwierzę w twój podły stan i chęć przytulania się - poinformowałam ją jeszcze, żeby nie myślała, że zawsze będę na jej zawołanie. Bo nie będę. A potem i tak ulegnę jej oczkom.

___________________________

Berta
Pinky Petrolsky-Iwanow

(Amidala Scarlet Liv Rose)

fon-pb-wdzianko-relacje



Pinky
and the brain


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Go?? on Wto Lis 01, 2011 4:46 pm

- Przecież wiem. - Wywróciłam oczami. - On jest za słodki i uroczy bym w ogóle się nim kłopotała. No i ma tą swoją niunię za którą ciągle chodzi. Jak psiaczek. To takie rozczulające. - Uśmiechnęłam się składając usta w dziubek i łącząc dłonie za plecami. Okręciłam się w okół własnej osi wpatrując w niebo i powróciłam do wywiercania wzrokiem dziury w Różowej łepetynce. - Cała ta wyspa to kamieniste plaże. Nie licząc tej tutaj, która nawet nie jest plażą naturalną. Był tu kiedyś chłopak, który produkował i zamieniał się w piasek. Gdzieś musieli go wywozić gdy zdarzyło mu się 'popuścić'. Ale kiedyś dziewczyna dała mu kosza. Załamał się przyszedł tu i PUF! zamienił w piasek na wieki. Starczyło go na prawie trzysta metrów. - Rozłożyłam ręce czekając na oklaski po moim fantastycznym występie. To co mówiłam oczywiście było nieprawdą, nawet nie wiem czy kiedykolwiek ktoś produkujący piasek tu zawitał. Wiem natomiast, że ta plaża powstała w 100% naturalnie ponieważ ten kilkusetmetrowy fragment brzegu jest miejscem gdzie prąd morski akumuluje cały piasek, który zabiera spod rozpadających się klifów. Kiedyś znalazłam na korytarzu książkę o geografii regionu. Była nawet ciekawa. - Podobna historia dotyczy tego oczka wodnego niedaleko. Można by pomyśleć, że może po prostu zostało odcięte od brzegu ale jeśli napije się tej wody okaże się że jest słodka i nie ma w niej grama soli. A jest tak dlatego, że dziewczyna panująca nad wodą i zamieniająca się w nią została zrzucona z klifu przez swą zazdrosną starszą siostrę lecz nie roztrzaskała się o skały i upłynniła. Działo się to u początków Rezydencji więc ten klif został już zrównany przez fale, ale słodkie oczko wodne pozostało! - Uniosłam brwi dumna z kolejnej opowieści i usiadłam na kamieniu obok Pinky. Podobnie jak ona ściągnęłam buty do których już zdążył nasypać się piasek. Ułożyłam je obok a dłonie ścisnęłam między kolanami. - A jeśli będę tego mocno potrzebować? - Złożyłam usta w dziubek i wpatrując się w nią iskrzącymi się oczami położyłam brodę na jej ramieniu i pocałowałam w policzek. Wiedziałam, że nawet jeżeli moje dzisiejsze polowanie będzie nieudane to przynajmniej mam słodkie i rozkoszne RÓŻOWE koło ratunkowe.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Pinky on Wto Lis 01, 2011 6:55 pm

Też się uśmiechnęłam, bo lepiej wiedziałam o co z niunią chodziło. Miałam oczy, chociaż nie wszystko co widziałam rozumiałam, ale teraz nie zamierzałam tym sobie głowy zaprzątać, bo oto Alka opowiedziała mi cudowną historyjkę o chłopaku zamienionym w piasek.
- Ojejku! Naprawdę? No nie gadaj. To musi być jakaś podpucha - zaczęłam pleść jak najęta z podobnym wyrazem twarzy jak ten gdy byłam totalnie naćpana. No bo taki chłopak co zamienił się w piasek. To musiało być okropnie smutne. I jeszcze dziewczyna przemieniona w wodę. Chlipnęłam. Bo ja nie wiedziałam czy ona mi kłamała czy nie. Przecież mnie lubiła, prawda? Ale czy takie coś mogło się stać? Zanotowałam w myślach, że zaraz zapytam o to mózga, bo przecież obiecał, że do mnie dołączy, gdy tylko pozbędę się Aaliyah. Nie żebym chciała ją usilnie wygonić. Byłam rozdarta, ale jednak chęć dowiedzenia się czegoś nowego zwyciężyła. Nie, nie. Możesz iść. Właśnie zapewniłam sobie nową opiekę - powiedziałam, machając telefonem. Tylko chwilkę pomarudziła. Musiała mieć dużą chcicę. Wygięłam usteczka w podkówkę, bo jednak troszkę byłam zazdrosna, że nie do mnie się dzisiaj kleiła i namawiała mnie. Zaraz jednak przypomniałam sobie, że miałam tonę nowych pytań dla Briana i wysłałam do niego ostatnią wiadomość. Zadowolona dalej siedziałam na kamieniu.

to sobie pograłyśmy xd

___________________________

Berta
Pinky Petrolsky-Iwanow

(Amidala Scarlet Liv Rose)

fon-pb-wdzianko-relacje



Pinky
and the brain


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Brian on Wto Lis 01, 2011 8:13 pm

/aaa począteczek

Nie do końca chodziło o to, że w jakiś sposób obawiałem się Aaliyah, w normalnych okolicznościach nawet chętnie bym z nią porozmawiał na jej ulubione tematy, bo na pewno nie na moje. Jeżeli już wdawałem się w pogawędki to o wiele bardziej wolałem rozmawiać na takie tematy, których innych interesują, nie mnie. Za wyjątkiem Maxima, z którym akurat rzecz była całkiem odwrotna. Ale to Maxim. Jego nie dało się przypasować do jakichkolwiek grup, w których segregowałem swoich znajomych. Był postacią indywidualną. Podobnie jak Pinky, choć z nią było jeszcze inaczej. Wręcz powiem, że gorzej. Zadziwiające jest to jak bardzo przywiązałem się do niej w czasie naszej znajomości i równocześnie, zabawne jest to jak się do siebie dopasowaliśmy. Pewnie kojarzycie tą bajkę o myszach laboratoryjnych, "Pinky i Mózg", cóż pod wieloma względami mogliśmy utożsamiać się z tymi bohaterami, choć wcale nie knuliśmy podboju świata. Przynajmniej w świetle dziennym. Ale przyznajmy się, każdego czasem nachodzą jakieś dziwne zachowania w gronie bliskich przyjaciół i zaczyna się filozofowywanie na tematy takie banalne, że aż straszne. Ja tak miałem zwłaszcza w obecności ten różowowłosej dziewczyny. Bo łącząc moje dosyć normalne poglądy na życie i jej radykalne spojrzenie na świat, powstawała mieszanka wybuchowa. Wybuchowa, to nawet za mało powiedziane.
- To Pinky jest i Mózg, to Pinky jest i Mózg, niski to geniusz, wysoki - no cóż. Głupiutki jest jak but. I marzą już od lat jak zdobyć, jak zdobyć caaaały świat, świat, świat, świat... - zanuciłem zbliżając się do niej, bo ta piosenka dręczyła mnie z zadziwiającą częstotliwością. - Hej młoda, jak tam twoja harenofobia, lęk przed piaskiem? - Znaczy wiem, że to nie do końca był lęk, lecz niechęć. Ale co tam. Wziąłem głęboki oddech. Lubiłem zimne powietrze, zwłaszcza te znad morza. Trzeba przyznać, że w Tromso było o wiele zimniejsze niż w rodzinnym mieście. Pasowało mi to.

___________________________


Brian
mózg


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Pinky on Wto Lis 01, 2011 8:24 pm

Strasznie nie lubiłam, gdy Brian łapał ten swój humorek na nucenie tej durnej piosenki. To przez niego mówili na mnie Pinky. Ja nie chciałam, a tak się utarło,a ten mi zawsze o tym przypominał. Byłabym się zasmuciła i w ogóle rzuciła na niego porządnego focha i poszła szukać Aalilyah, gdybym nie miała tyle pytań do zadania! No musiałam zostać.
- Brian! - W moim głosie słychać było leciutki wyrzut. Zawsze tak mówiłam, żeby zmusić go do zaprzestania śpiewania tej okropnej piosenki. Moja wina, że tak lubiłam te myszki? No moja? Może i moja. - Wcale nie mam lęku i dobrze o tym wiesz - odparłam z godnością i nawet uniosłam wysoko w górę nosek, by pokazać co ja myślę o takim wmawianiu mi lęków. - Móóóóżdżku - zajęczałam zaraz, przypominając sobie, że jedno z mych pytań związane jest z piaskiem. -Powiedz mi czy możliwe, że dobrze, że nie chce chodzić po piasku, bo piasek może to boleć? - Chyba źle zaczęłam, ale to nic. Brian na pewno się domyśli. Tylko ta jego mina. - Bo Alka mówiła, że ten piasek był kiedyś chłopakiem, ale on się zamienił w piasek. Prawda to? - Spojrzałam na niego ogromnymi oczętami. Pewnie bym się uwiesiła mu na ramieniu, ale do tego trzeba by się było ruszyć. - I jeszcze mówiła o dziewczynie od wody co ją siostra zepchnęła z klifu, chociaż tego klifu już nie ma, ale ten, ona ją zepchnęła z tego klifu i dlatego mamy gdzieś tutaj słodkie źródełko. - Oczy mi się zaświeciły. To byłoby taaak cudne. - Ale pewnie mi tylko kłamała - mruknęłam, opuszczając wzrok.

___________________________

Berta
Pinky Petrolsky-Iwanow

(Amidala Scarlet Liv Rose)

fon-pb-wdzianko-relacje



Pinky
and the brain


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Brian on Wto Lis 01, 2011 10:35 pm

To jak Pinky nie lubiła tej piosenki było dodatkową zaletą mojego śpiewania. Stroiła przy tym miny jakby chciała coś tym osiągnąć, ale ja byłem nieugięty i nadal cicho sobie nuciłem pod nosem, choć już bez słów. Rozumiałem, że słowa tej miłej piosenki, mogą być dla Pinky odrobinę obraźliwe, ale mnie też dotykały. Naprawdę. Wytykały mi to, że wcale nie byłem aż tak wielkiego wzrostu, to naprawdę bolało. Może nawet i na równi z bólem jaki odczuwała Pinky. Choć czasami mam wątpliwości co do jej odczuć, bo potrafią zadziwić normalnego człowieka.
- Ależ bardzo dobrze, że nie chcesz, Pinky, bardzo dobrze. To świadczy o twojej wrażliwości i tym jak bardzo potrafisz się czymś przejąć - odpowiedziałem na jej dość ciekawe pytanie. W sumie nie kojarzyłem historii z tym chłopakiem. Ale przez lata powstało wiele kolorowych opowieści, które miały na zamiarze uatrakcyjnienie tego miejsca. Może Ali wiedziała coś więcej ode mnie, przyznaję się, nie byłem wszechwiedzący. Nie znałem też szczegółów opowieści jaką usłyszała Pinky. Nie chciałem jednak tracić swojego autorytetu, więc musiałem coś powiedzieć. - Myślę, że spokojnie możesz traktować te historie jako legendy, nie do końca prawdziwe, ale też i nie całkiem zmyślone. W sumie nawet miło jest pomyśleć, że otacza nas jakaś romantyczna przeszłość danego miejsca, co Pinky? - Moim zdaniem było ciekawiej z taką myślą. Ogólnie lubiłem gdy działo się wokoło mnie coś ponad wszystko, coś niezwykłego, dlatego też lubiłem rezydencję. Miło było wrócić. Nadal tak myślałem, choć wróciłem prawie wieki temu. - Ale dlaczego myślisz, że Alka kłamała? Twoim zdaniem mogła coś osiągnąć kłamiąc ci? Znaczy niby mogła cię nastraszyć, ale czy te historie naprawdę były straszne? - Okej, za dużo pytań o tą dziewczynę, jeszcze wyjdzie, że się nią za bardzo interesuje, a nie tylko chcę pogadać o czymś ciekawym. A właśnie tak było.
Podszedłem bliżej Pinky, stając naprzeciwko niej i przyglądając się badawczo. Miałem ochotę nazwać ją w tej chwili ofiarą losu, która nie wie co z sobą zrobić bo otaczają piasek, ale nie miałem serca. Obróciłem się w stronę morza i wtedy dobiegł mnie cichy dźwięk muzyki. No tak, impreza. Prawie zapomniałem. Jakieś dziesięć lat temu to dopiero były imprezy, nie to co dzisiaj. Owszem był alkohol, ale jakoś przebiegało to na takim wyższym poziomie niż dziś.
- Ogólnie byłaś już u tamtych? - zapytałem kiwając głową w kierunku skąd dochodziła muzyka. - Czy od razu się odseparowałaś? - Owszem chciałem wybadać dokładniej co tam się dzieje, ale ciii.

___________________________


Brian
mózg


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Pinky on Sro Lis 02, 2011 10:33 am

Zbyłam pierwsze machnięciem ręki, bo ktoś tu znowu odstawiał pana starszego i poważnego, a przecież nie o to mi chodziło. Ja tylko chciałam wiedzieć czy naprawdę tak się działo czy nie, a nie jakieś urocze traktowanie tego jako legendy sredny. Było czy nie ja się pytam. Mózg mnie dzisiaj zawiódł swoją wiedzą, ale nie dałam tego po sobie poznać. Dam mu jeszcze jedną szansę.
- Żeby było gdzie zaciągnąć panienkę i opowiadać jej o czymś takim? - zapytałam, szczerząc wesoło ząbki. Do Briana takie przynudzanie na randce pasowało. Nie wiem jak było naprawdę, bo się nigdy z nim nie umawiałam. Dobra z początku mi imponował i starałam się go jakoś zainteresować swoją osobą, ale ciężko mi szło. Oj był jakiś dziwny w tych sprawach. Uśmiechnęłam się rozbawiona przez jego kolejne pytania. - Oj to przecież oczywiste. Ona kłamie zawsze - odparłam tak jakbym tłumaczyła najoczywistniejszą rzecz pod słońcem, wiecie coś w stylu dwa dodać dwa to pięć. - Bez kłamstw życie jest chyba dla niej nudniejsze, wiesz? Albo chce się przypasować. Miała ciężkie dzieciństwo - wytłumaczyłam, tracąc uśmiech. Chyba wtedy była ze mną szczera. Wiedziała o moich kłamstewkach. Mogła podać swoje. Byłyśmy przyjaciółkami, które czasem lubiły się poprzytulać jak to sama Alka mówiła. Takim osobom opowiada się o prawdziwej sobie, bo komu innemu miałoby się o tym opowiedzieć? Nieznajomym też podobno prosto opowiedzieć jest prawdę o sobie, bo oni przecież nas nie znają. Są z nami na moment i potem odchodzą, zabierając ze sobą nasze tajemnicy, a my liczymy, że już nigdy już nie spotkamy, że nasze tajemnice będą z nimi bezpieczne. Naiwne.
- No właśnie nie, bo doszłyśmy tylko tutaj. Chciałam zdjąć buty, a potem Aalilyah zaczęła się mądrzyć z tym piaskiem. Ty napisałeś i tak na ciebie tu czekałam, a ona poszła. Jak chcesz to możemy tam się wybrać. W sumie nie wiem po co mielibyśmy sterczeć przy tym kamieniu. - Spojrzałam w stronę grupki plażowiczów, którzy siedzieli w wodzie. Byli w wodzie! - Oh koniecznie musimy do nich dołączyć! - Pisnęłam. Piaskowa plaża miała ten plus, że przyjemnie było wejść do wody z bosymi nogami. Się nie bałaś, że zaraz w coś wdepniesz.

___________________________

Berta
Pinky Petrolsky-Iwanow

(Amidala Scarlet Liv Rose)

fon-pb-wdzianko-relacje



Pinky
and the brain


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Brian on Pią Lis 04, 2011 6:11 pm

Nie miałem zielonego pojęcia czemu zawsze przebywając w towarzystwie Pinky nabierałem aż tak wielkiej ochoty na mądrzenie się. Z nikim innym tak nie miałem. No dobra, nie miałem tego aż tak w wielki stopniu. Może sposób w taki ta dziewczyna mnie traktowała to sprawił, nie wiem. Ale nie zamierzałem z tym walczyć, nawet jeżeli nie wychodziłem na tak mądrego jak tego chciałem i nawet sam to byłem w stanie dostrzec.
- Lepszy taki sposób niż żaden, taka prawda - odpowiedziałem jej. Ale jakoś nigdy raczej nie musiałem porywać się do takich zagrywek. Miałem to szczęście, że każdy mój związek zawiązywał się bardzo naturalnie, w samoistny i miły sposób. Ja nigdy nie czułem się skrępowany i miałem nadzieję, że żadna z byłych też tego nie czuła. Ogólnie dobijało mnie to w jaki szybki sposób teraz wszyscy działają, ja byłem zwolennikiem powolnego dochodzenia do czegoś konkretnego. Ale nie będę teraz się nad tym rozwlekał, bo akurat to żaden czas na wspominki.
Nie poruszałem już tematu Aaliyah, bo coś czułem, że gdybym o cokolwiek więcej zapytał Pinky mogłaby powiedzieć mi coś więcej niż by jej wypadało. Niby byłem jej mózgiem, a mózg raczej powinien wiedzieć o wszystkich sprawach. Nie przesadzajmy jednak w tej całej zabawie. Czasami trzeba odrobinę przystopować i zakończyć temat. Choć nie powiem, że nie zamierzałem bliżej przyjrzeć się tej dziewczynie. Kłamstwa czasami też są warte poświęcenia uwagi, bo tkwi w nich coś niepowtarzalnego. Naprawdę wiele można z nich wywnioskować. A ja na razie wywnioskowałem, że nic dobrego nie zrobiłem pytając Pinky, o to czy już była w centrum imprezy.
- No nie mów mi, że szedłem taki kawał do ciebie na plaże tylko po ty by zamienić z tobą parę słów, a chwilę potem pozwolić ci na opuszczenie mnie? I to jeszcze dla zabawy w zimnej jak lód wodzie? Jesteś zła - dobitnie stwierdziłem krzywiąc się lekko. A potem z zainteresowaniem na nią spojrzałem unosząc jedną brew. Założyłem ręce na piersi, ale długo nie czekałem na jej tłumaczenia, bo miałem jeszcze coś do powiedzenia. - Zamoczysz się i co będzie z imprezy? Za chwilę zaczniesz szczękać zębami i masz. Potem przyjdzie katar i inne ustrojstwa. Nie chcę tu robić za rozsądek, ale dołączanie do nich, mimo swojej zajebistości, ma wiele wad. - Prawda była taka, że gdyby mi tylko wypadało ani bym się wahał. A tak co? Pinky pójdzie i zostanę w cholerę sam. Później może się do tego przyznam. Może
Spojrzałem w kierunku bawiących się ludzi i zobaczyłem jakąś dziewczynę, którą skądś kojarzyłem, pochylającą się za jakimś głazem i wymiotująca. Już? Tak szybko doprowadzić się do takiego stanu? Ile ona miała lat? Szesnaście? Czasami mnie przerażają. Do tego nawet stopnia, że swojej dwudziestodwulatki nie chciałem do nich puszczać. Jeszcze mi ją czymś zarażą, czy coś.
- Zostań chwilę jeszcze ze mną, a potem będziesz mogła sobie nawet popłynąć na biegun - poprosiłem.

___________________________


Brian
mózg


Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na plażę

Pisanie by Sponsored content Today at 12:04 pm


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: Rezydencja :: Zewnatrz :: Plaża

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach