o genetyce świń

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

o genetyce świń

Pisanie by Lorena on Czw Wrz 20, 2012 4:19 pm

- TO TAK BARDZO NIESPRAWIEDLIWE, ŻE ZARAZ BEKNĘ- krzyczy Tobias i chwilę później wybucha niekontrolowanym śmiechem, który przypomina Lorenie rżenie konia, albo zmutowany pisk zmutowanej, zarzynanej świni. Tobias też wygląda jak zmutowane warchle, choć jest przystojny i wysoki. Lorena nienawidzi go, nienawidzi siedzącej w jego ramionach kobiety i nienawidzi małej, zasmarkanej sześciolatki siedzącej naprzeciw. Nienawidzi rodziców Tobiasa, za to że się spotkali i nienawidzi rodziców ich rodziców, za to że wzięli ślub. W myślach klnie na wszystkich ich przodków, sięgając aż do Filipa I, który- ścinając brata- mógłby uchronić ją przed tym co ta świnia zrobiła.

Lorena powoli sięga do kryształowej misy z truflami stojącej na zabytkowym stoliku pomiędzy nimi i wpycha jedną z nich do ust.

Tobias bawi się długimi zniszczonymi włosami jej najbrzydszej siostry, ale wbija wzrok swoich piwnych oczu w porcelanową twarz Loreny. Jej brew wędruje w górę.
- Masz jakiś problem, Żałosna Misko Świńskich Wymiocin?

Jej głos roznosi się po pokoju z odgłosem przywodzącym na myśl rwanie blachy, albo pękanie lodowca. Eva chyba podnosi krzyk, ale Lorena jej nie słucha. Ma dwanaście lat i pała ogromną nienawiścią do siedzącego na kolonialnej kanapie męża jej siostry.

Tobias uśmiecha się od ucha do ucha i posyła jej całusa. Reena wpatruje się w jego pełne usta z miną jakby podłożył jej pod nos wiadro końskiej kupy.
- Nie zwracaj na nią uwagi kochanie, dorasta.- Eva wymawia ostatnie słowo jak 'dooooasla' co wywołuje w Lorenie napad niepohamowanego śmiechu.
- Nie zawsze jest taka odważna- przyznaje cicho Toby, mruczącym głosem. TYM głosem.

Lorenie żołądek zwija się w ciasny supeł, z twarzy odpływa krew (której i tak nie ma już tam dużo), serce jej zwalnia, myśli odpływają gdzieś daleko, w oczach pojawia się furia.

- Eva?! Marie?! Jesteście tu?- z parteru dobiega głos ich apatycznej matki. Siostra przeprasza ich na chwilę i razem z dzieckiem znika na schodach.

Tobias pochyla się do przodu, na jego twarzy kwitnie łobuzerski uśmiech.

- Chyba pamiętasz, co?

Serce jej zamarza. Aż boli. Są na trzecim piętrze. Czy ktoś usłyszy jej krzyki, jeśli znowu spróbuje tego co zrobił?

Serce stanęło. Puls zniknął. Oddech spowalnia się. Wszystkie myśli wypływają z jej czaszki, patrzy się w ciemne oczy człowieka, który tak bardzo ją skrzywdził. Jego wzrok rozmywa się i rozmarza. Czuje ogromny przypływ siły, nie mruga. Tobias również. Mężczyzna wstaje. Podchodzi do okna.

Lorena wypowiada jeszcze tylko jedno słowo, teraz zmienionym cichym głosem, który tak naprawdę nie należy do niej. Tobias wciąż wpatruje się w jej oczy.
-Skocz.

Skoczył.

~*~

Lorena
~ * ~


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach